Zapraszamy do świata baśni irlandzkiej

25 kwietnia o godzinie 10.00 na Scenie Lalek „Bajka” Teatru Cieszyńskiego odbędzie się premiera przedstawienia „Łabędzie z krainy Erin” na podstawie najpopularniejszej legendy irlandzkiej „Dzieci króla Lira”. Za reżyserię spektaklu odpowiada Katarzyna Deszcz, która przyznaje, że współpraca z „Bajką” to bardzo sympatyczne wyzwanie.

„Łabędzie z krainy Erin” to Pani pierwsze reżyserskie zetknięcie z teatrem lalek?

Niezupełnie, bowiem lata temu reżyserowałam w Teatrze „Groteska” w Krakowie, jednak tam głównie posługiwaliśmy się maską i kukłą. Tremuję się, bowiem nie mam dużego doświadczenia pracy z lalką. Z drugiej strony czuję się zaszczycona, że kierownik artystyczny, Jakub Tomoszek zaprosił mnie do tej realizacji. Moje szczęście polega na tym, że koledzy z „Bajki” mają o wiele większą praktykę w pracy z lalką, dzięki czemu wkładają w to przedstawienie wiele inicjatyw i pomysłów. 

Jaki typ lalki pojawi się w Pani przedstawieniu?

Trudno mi to określić – nie będzie to ani klasyczna pacynka, ani marionetka. Wkomponowane w magię świata przedstawionego lalki zwierząt i postaci będą animowane w rękach aktora. Co ważne, postawiliśmy na zróżnicowanie lalek – zarówno jeśli chodzi o ich charakter, kształt i format. Aktorzy będą animować lalki, a także grać w żywym planie. Zależało mi, by koledzy prowadzili to przedstawienie aktorsko, czyli lalka ma być przedłużeniem gry aktorskiej. Jednak pojawią się także sceny, w których to właśnie aktor jest przedłużeniem lalki. Za przepiękny projekt scenografii i lalek odpowiada Pavel Hubička. 

Będzie to bajka czy baśń?

Zdecydowanie zależy nam na stworzeniu baśni, a zatem nie stawiamy na umowność i grę z dystansu, tylko na wykreowanie czarownego świata. Tego typu posunięcie wymusza specyfika baśni irlandzkich, które różnią się od bajek, do których jesteśmy przyzwyczajeni. Opowieści o irlandzkich korzeniach nie mają ewidentnie pozytywnego zakończenia, na przykład: ktoś był zły, został ukarany i wszystko dobrze się kończy. Oczywiście, pojawia się tu archetyp bajki, czyli ukaranie złego i nagrodzenie dobrego, ale wszystko odbywa się w dość specyficzny sposób. Szalenie charakterystyczną cechą baśni irlandzkich jest bowiem relatywizm czasu, to znaczy pewne rzeczy są wyjaśnione, nagrodzone czy ukarane w perspektywie długiego czasu, a nie jednego życia ludzkiego. W naszym przedstawieniu bohaterowie są zaklęci w łabędzie, a zadośćuczynienie za klątwę, która na nich spadła, przychodzi dopiero po prawie tysiącu lat. 
 Zależało mi, by koledzy prowadzili to przedstawienie aktorsko, czyli lalka ma być przedłużeniem gry aktorskiej. Jednak pojawią się także sceny, w których to właśnie aktor jest przedłużeniem lalki.

Jak tak abstrakcyjną rzeczywistość chce Pani przybliżyć dziecku?

Wydaje mi się, że jedyny możliwy poziom komunikacji to emocja. Będziemy starać się wywołać u widzów współczucie, nadzieję czy poczucie towarzyszenia w cierpieniu bohaterów. Zależy mi, by młodzi widzowie zauważyli i odczuli rolę matki, która przed odejściem zdołała zaszczepić swoim dzieciom to, co najważniejsze, czyli wiarę, nadzieję i miłość. Te wartości w baśni okazują się silniejsze niż czas i upływające wieki. Jednak zależy mi także, by ten spektakl był atrakcyjny dla widza dorosłego. Istotą dobrej baśni jest to, że przekazuje ona uniwersalne wartości, zrozumiałe niezależnie od wieku odbiorcy. 

Twórcy przedstawień Sceny Lalek „Bajka” często stawiają na rozbudowaną warstwę muzyczną. Czy w Pani przedstawieniu także pojawi się taki element?

Owszem, a Beata Hlavenková napisała przepiękną muzykę, którą nagrała na oryginalnej harfie irlandzkiej. Staramy się, by wszystkie elementy przedstawienia miały charakterystyczny klimat. Chciałabym, by również poprzez dźwięki specyfika kultury irlandzkiej dotarła do odbiorców.
Opowieści o irlandzkich korzeniach nie mają ewidentnie pozytywnego zakończenia, na przykład: ktoś był zły, został ukarany i wszystko dobrze się kończy. Oczywiście, pojawia się tu archetyp bajki, czyli ukaranie złego i nagrodzenie dobrego, ale wszystko odbywa się w dość specyficzny sposób. Szalenie charakterystyczną cechą baśni irlandzkich jest bowiem relatywizm czasu.

Jak narodził się pomysł na takie przedstawienie?

Często bywałam w Irlandii z powodów zawodowych, a także jestem zaprzyjaźniona z kilkoma Irlandczykami i będąc tam, słuchałam ich opowieści. Podczas wspólnego zwiedzania Irlandii zauważyłam, że jest tam wiele miejsc powiązanych z legendami czy baśniami. W tych opowieściach uwiódł mnie wspomniany już relatywizm czasu i rodzaj metafory, który różni się od podań w naszym kręgu kulturowym. Zebrałam trochę materiałów na miejscu, a scenariusz opracowała Lena Pešák. Wydaje mi się, że udało nam się uchwycić w scenariuszu istotę tej baśni, czyli rodzaj magii, metafory i właśnie ten relatywizm czasu.

Jakie są nastroje na tydzień przed premierą?

Strasznie denerwuję się i boję, czy spektakl przypadnie do gustu widzom „Bajki”. Oby Jakub Tomoszek nie żałował, że wziął sobie taką reżyserkę do współpracy… (śmiech) Praca z lalką jest fascynująca i doskonale pracuje mi się z zespołem „Bajki”. To jest taka kochana grupa ludzi, z jakimi uwielbiam pracować, bo mimo fizycznego zmęczenia nie ma mówienia „tego się nie da”, „to jest niemożliwe”, tylko na każdą trudną sytuację reagują otwartością na szukanie rozwiązań. 
23 / 04 / 2019
Małgorzata Bryl-Sikorska

Czytaj też:

Co o tym sądzisz